Otulona płaszczem nadziei, odwracam się. W sercu poczułam ukłucie. Słychać tylko cichy szmer drzew, widać beznamiętne liście, które powiewają bezwładnie na wietrze, nędzne niebo przysłoniły ciemne chmury. Na tle pełni, wyłaniającej się ze szmatławych obłoków, widać skrzydlate duchy nocy. Nietoperze te krążą coraz dalej i dalej... Bez celu. - Nędzny świat... nędzne życie... - powiedziałam cicho, patrząc ze smutkiem w oczach na obraz rzeczywistości. Zdejmuję płaszcz i patrząc w głęboką czerń przepaści, rozkładając ręce, wpadam w objęcia śmierci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz