"Tak młody jak dziś nie będziesz już nigdy. Wykorzystaj to z myślą o Twoim jutrze"

piątek, 1 marca 2013

Moje drugie opowiadanie


Zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach. 
:) 

Na stacji mrok. Wsiadła pospiesznie, cała spanikowana i zrozpaczona do pierwszego pociągu, który tylko zauważyła. Usiadła natychmiast przy brudnym oknie, oczywiście bez biletu. Nie bała się, że ją złapią. Siedzenia były obdarte, w środku wyglądało, jakby przed chwilą przeszło tędy tornado. Cały pociąg wydawał się opuszczony, jednakże jak widać nadal kursował. W maszynie nikogo nie było, ale Victoria nie zwracała na to nawet uwagi. Pociąg ruszył ze strasznym zgrzytem, jakby od stu lat nie był uruchamiany. Schowała głowę między kolana i wybuchła płaczem. Pojazd nagle przyspieszył, potem raptownie zwolnił. Wydawać by się mogło, że podskoczył. Normalny człowiek bałby się w trakcie takiej jazdy, zwłaszcza, że nie mogło się zobaczyć co jest za szybą, ale nie ona. Victoria była inna. Nic ją nie obchodziło, jak to mówią: miała wszystko w czterech literach. Kiedyś zabawna, pełna życia nastolatka, teraz smutna i przygnębiona dziewiętnastolatka. Ludzie podejrzewali, że była chora psychicznie. Myślała, że to żarty - śmiała się z tego niemiłosiernie.
Jej myśli krążyły wokół tego co się stało dziś rano. "Matko, zabiłam człowieka... Ja go zabiłam... Muszę pomyśleć o tym inaczej... Przecież tylko się broniłam... Tak, no tylko broniłam. Sam się nadział na ten pieprzony nóż. Muszę stąd uciec jak najdalej..." - huk mijanych zwrotnic i hamowanie przerywają jej rozmyślania.
Silniki "Byka" dają o sobie znać głośnym szumem. Trwa to jakiś czas, aż znowu pociąg gna z pełną prędkością.
Minęło zaledwie 6 minut od momentu, kiedy do niego wsiadła. Maszyna zaczynała zwalniać, można było usłyszeć głośny pisk i nagle wszystko ucichło. Pociąg się zatrzymał mimo tego, iż kurs miał trwać ponad cztery godziny.
"Co jest do cholery?!". Zdezorientowana podeszła (a raczej podbiegła) do kierowcy, ale go... nie było. Szyby były tak brudne, że nie zdołała zobaczyć czy jest na zewnątrz.
"Dziwne..." pomyślała, po czym wyszła powoli z pojazdu, by się rozejrzeć.
Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pierwszy raz w życiu widzi takie miejsce.
Rozejrzała się, wokół było jednym słowem strasznie. Ponure drzewa wokół niej sprawiały wrażenie spalonych, miejsce to pozbawione było roślinności, ziemia na której stała dziewczyna, była popękana, a w pustkach płynęła dziwna ciecz, która wyglądała jak lawa.
Spojrzała na pociąg, z którego wyszła. Wyglądał zupełnie inaczej, był bardziej upiorny, aż nie da się go opisać.
- Co to ku*wa jest za miejsce?! - Krzyknęła nie powstrzymując się.
- Piekło. - Odpowiedział nieznany, męski głos z całkowitą powagą w głosie. Mężczyzna stał za nią.
Odwróciła się i ujrzała wysokiego, przystojnego faceta odzianego w garnitur. Patrzał na nią, a pod wachlarzem ciemnych rzęs, widać było jego czarne, piękne oczy.
- Że niby co? Piekło? Haha, rozumiem. To wszystko jest atrapa, tak? Niezłe, prawie dałam się na to nabrać! - roześmiała się - na przykład, że to prawdziwa lawa!
Rozbawiona wzięła leżący obok patyk, ukucnęła i patrząc na popękaną ziemię dotknęła badylem ową maź. "Cholera, to naprawdę jest lawa!" krzyknęła przerażona i odskoczyła w tył.
- Oh, przepraszam. Nie przedstawiłem się. Lucyfer jestem, a teraz pozwól za mną. Musisz odpowiedzieć za swoje czyny.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz