"Tak młody jak dziś nie będziesz już nigdy. Wykorzystaj to z myślą o Twoim jutrze"

wtorek, 26 lutego 2013

Moje pierwsze opowiadanie

Proszę, napiszcie swoją opinię w komentarzu. Bardzo mi na tym zależy bo nie wiem, czy jest sens pisać dalej opowiadania...


Już nie czuję nóg. Nie czuję, ale biegnę ile mogę. Muszę biec. On... On mnie goni. Słyszę tupot jego stóp spośród milionów kropel deszczu spadających na brudne, stare, opuszczone nagrobki wokół mnie. Był coraz bliżej. Słyszałam go, lecz nie miałam odwagi by odwrócić się i spojrzeć na jego twarz. Wydawał z siebie ochrypły głos, wołał, krzyczał coś co jakiś czas, lecz nie mogłam zrozumieć (a może po prostu nie chciałam zrozumieć...?). 
Upadek.
Cholerne nagrobki! Już nie zwracałam uwagi na ból, który roznosił się po moich kolanach i rękach... Myślałam już tylko o tym, by jak najszybciej wstać, by zdążyć przed nim uciec. Wstałam jak najszybciej mogłam, gdy nagle... poczułam chłód na szyji. Przerażający chłód. Oddech. Niewiele myśląc udałam się do ucieczki ciągle krzycząc. Hm... Nie wiedziałam, że jeszcze mam tyle sił w nogach.
Byłam już daleko. Tak myślałam, gdyż nie słyszałam już niczego. Zwolniłam. Powoli i ostrożnie odwróciłam się. Zobaczyłam tylko ciemny zarys sylwetki. Był wysoki. Nie biegł już, tylko stał. Nie ruszał się. Odetchnęłam z lekką ulgą, lecz dla bezpieczeństwa postanowiłam się ukryć. Cholera, po co on mnie gonił? Czy on chciał mnie zabić? I to jeszcze na opuszczonym cmentarzu. Super. Okej, teraz muszę znaleźć schron... Krzaki? Nie... zbyt proste. Za nagrobkiem? Nie, szybko mnie znajdzie. Hm... 
Zwinnie wślizgnęłam się do rozkopanego grobu. Przecież tu nie zajrzy. 
Siedzę już tu chyba z pół godziny i nic. Może pora już wyjść...? Boże, coś tam się ruszyło! Okej, spokój, opanowanie... Może to tylko gałęzie? Tak, na pewno... 
Była pełnia. Słyszałam nietoperze, które właśnie odleciały z pobliskich drzew. Blask księżyca oświetlił wszystko... 
Ujrzałam go. Zobaczyłam jego ohydną twarz. Wyglądał, jakby była... spalona? Mniej więcej. Patrzył na mnie. Od kiedy on tam był?! Zobaczyłam, jak się uśmiecha. Miał zaostrzone zęby jak u kota. Bałam się... Modliłam, by okazało się to tylko snem.. 
Nic już później nie ujrzałam. Zaczął mnie zakopywać. Krzyczałam, próbowałam go przekonać by mnie wypuścił, przecież nic mu nie zrobiłam! Chciałam stąd wyjść, lecz jak tylko wstawałam rzucał we mnie kamieniami.
Ziemia była już wszędzie. Próbowałam kopać, ale to poszło na marne. Nie mogłam oddychać, wstrzymywałam oddech. Nie ma szans. Wiedziałam już, jak to się skończy. Zaczęłam się krztusić, łykałam piach, czułam go w płucach. 
Nagle wszystko ucichło. Nie słyszałam już przyspieszonego bicia mego serca, nie słyszałam już kaszlu, który z siebie wydobywałam... 
Otworzyłam oczy. Boże! To był tylko sen! Boże, dziękuję Ci!
To było straszne! Nigdy tego nie zapomnę... Wstałam raptownie i od razu pobiegłam na dół uściskać rodziców. Płakałam jak dziecko, a oni przytulili mnie domyślając się że miałam jakiś koszmarny sen. Odetchnęłam i zaczęłam się śmiać. Cieszyłam się, że nie działo się to naprawdę. 
Mama poszła na górę pościelić mi łóżko, a ja zaoferowałam im, że zrobię wszystkim śniadanie. 
Podczas robienia herbaty usłyszałam mamę z góry: "Emily, czemu masz pełno ziemi w łóżku?!".

6 komentarzy:

  1. Na prawdę bardzo fajne opowiadanie ;)
    ciekawe, dobrze się czyta, oby tak dalej ;D
    i gratuluję, sama wątpię czy bym dała radę coś takiego napisac ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze napisane, buduje napięcie. Drobnych błędów parę jest ale za bardzo nie ma się do czego przyczepić :) Jedynie przydałoby się ujednolicić styl i rozbudować zdania, żeby było bardziej wiarygodnie :D Ale podobało mi się, pisz dalej :) /K

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, skojarzyło mi się z cmentarzem zwierząt Kinga :3

    OdpowiedzUsuń